Ślub w Jurcie
//
ASIA + TOMEK
100 zdjęć żeby pokazać Wam czym jest Ślub w Jurcie
Równie dobrze ten tekst mógłby trafić do magazynu modowego i opisywać kolejną sesję zdjęciową Asi. Od pierwszych minut wiedziałem, że to nie będą „zwykłe” przygotowania, a ja – zamiast reportażu ślubnego – zaraz zacznę szukać w torbie dodatkowego błysku i zastanawiać się, czy mam jeszcze jedną czystą koszulę. Dużo pracowaliśmy ze światłem, było modowo, stylowo i na totalnym luzie. Asia dokładnie wiedziała, jak ustawić się do zdjęcia, a do przygotowań zaprosiła swoje siostry.
Towarzystwo? Idealne. Atmosfera? Jeszcze lepsza. A wszystko to przy dźwięku śmiechu i zimnej butelki szampana, która znikała szybciej niż ja zmieniałem koszule. Już wtedy czułem, że ten ślub w Jurcie zapisze się w mojej fotograficznej pamięci na długo.
Przygotowania Asi odbywały się w absolutnie wyjątkowym miejscu – zabytkowym Dworze Felliow. To XIX-wieczny dwór, który po latach odzyskał swój blask i dziś zachwyca elegancją, spokojem oraz niesamowitym klimatem. Dawniej był siedzibą ziemiańską, dziś jest miejscem, gdzie historia spotyka się z nowoczesnym podejściem do celebracji ważnych chwil. Idealne tło dla takiej historii, jak ślub w Jurcie Asi i Tomka.
Tomek w tym czasie również się przygotowywał, choć jego plan był nieco bardziej… procentowy. W męskim gronie, z dala od błysków, królowała whisky i dobre rozmowy. Zero stresu, dużo śmiechu i ta charakterystyczna cisza przed burzą – tą pozytywną, oczywiście. W końcu dzień zapowiadał się gorący. I to dosłownie. 3 lipca był tak upalny, że zużyłem tego dnia sześć białych koszul. SZEŚĆ. Jeśli ktoś zapyta, jak gorący był ten dzień – odpowiem, że fotograf topniał szybciej niż kostki lodu w whisky Tomka.
Jeszcze przed ceremonią udało nam się ukraść chwilę tylko dla nich. Intymny first look na tyłach dworku był jednym z tych momentów, kiedy nawet fotograf na chwilę przestaje oddychać. Spojrzenia, uśmiechy i emocje, których nie da się wyreżyserować. Właśnie dla takich chwil uwielbiam reportaż i właśnie dlatego ślub w Jurcie ma w sobie coś absolutnie magicznego.
Ceremonia miała być kościelna i plenerowa – tuż obok dworku i pięknych jurt. Pełne słońce nie odpuszczało ani na moment, więc parasole wśród gości okazały się nie dodatkiem, a niezbędnym elementem stylizacji. Było jasno, ciepło i bardzo wzruszająco. Przysięgi – piękne, osobiste, takie, które zostają w głowie na długo. A na zakończenie sypanie kwiatów, które wyglądało jak scena z filmu. W takich chwilach ślub w Jurcie pokazuje swoje najbardziej romantyczne oblicze.
Przyjęcie weselne zaplanowane było w ażurowych jurtach wykonanych z naturalnych materiałów. Subtelne dekoracje, światło wpadające do środka i niesamowity klimat sprawiły, że chciało się tam zostać na zawsze. To miejsce ma duszę, a ślub w Jurcie idealnie wpisuje się w pary, które szukają czegoś innego niż klasyczna sala.
Tego dnia zrobiliśmy kilka sesji zdjęciowych. Szybka sesja w trakcie obiadu, luźne zdjęcia z dziewczynami na terenie obiektu i moja ulubiona – na polanie o zachodzie słońca. Ciepłe światło, spokój i oni dwoje. Ślub w Jurcie w takim wydaniu to czysta przyjemność fotograficzna.
Całość zorganizowała niezastąpiona Gabrysia z Be My Wife – właścicielka miejsca i kobieta orkiestra. Uwielbiam z nią pracować, bo wiem, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik, a atmosfera zawsze pozostanie serdeczna i spokojna. Dzięki niej ślub w Jurcie Asi i Tomka był dopracowany w każdym detalu.
Po obiedzie i sesjach przyszedł czas na tańce. Drugą piosenką tego dnia było moje ukochane „Can’t Stop” Red Hot Chili Peppers. Czy to przypadek, że Tomek też jest fanem? Nie sądzę. Parkiet zapłonął, a energia nie opadła aż do późnych godzin.
Na sam koniec reportażu przyszedł moment na ostatnią sesję dnia – zmysłową, intymną, z tortem i butelką prosecco w ich pokoju w piwnym dworku. Idealne zakończenie historii, jaką był ten ślub w Jurcie. Jeśli każdy reportaż miałby wyglądać właśnie tak, mógłbym zmieniać koszule nawet dziesięć razy dziennie.
Jeśli spodobał Ci się ten materiał to sprawdź koniecznie repo z Villi oraz K6

